niedziela, 16 czerwca 2013

Wiem...

"Dwa poprzednie wpisy były tak dołujące, że ja nie mogę. No cóż, nie zawsze ma się dobry humor, ale dziś  jest inaczej. Siedzę sobie w domu wujostwa, nadal przyjemnie zmęczona po 9 godzinach spędzonych w pracy. Piszę, oglądam Animal Planet i rozmawiam z Panem M., a uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Nie wiem czemu. Po prostu jestem w niesamowicie dobrym humorze. Nareszcie? Chyba tak, ostatnio za dużo myślę..
W moim sercu nie ma dziś wątpliwości, czuję się sobą. Wartościowym członkiem tego społeczeństwa." Te słowa zostały napisane dziś, około godziny 11 rano. Byłam święcie przekonana, że dziś nic nie popsuje mi humoru, że wrócę do domu, zacznę się uczyć do egzaminów, że będzie pięknie i kolorowo... Stłumiłam te cholerne przeczucie, nie chciałam wierzyć, że jednak coś mi popsuje te sielankę. Teraz siedzę tu. Przed komputerem, stukam w klawisze, a w środku coś mnie rozdziera. Chcę być przy Panu M., chcę mu pomóc, jestem jego oparciem i to się nigdy nie zmieni, a z drugiej strony wiem, że nie mogę. Muszę odejść i zająć się zbliżającą sesją... Stoję i myślę w którą stronę ruszyć, stoję i przeklinam kilometry nas dzielące, stoję i wiem, że jestem jego wsparciem, a on o tym wie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz